| 1 |
|
Nie znam osoby, która zapytana by o to czy jest szczęśliwa odpowiedziałaby twierdząco.
Ludzka psychika skonstruowana jest w ten sposób, że im więcej mamy tym więcej chcemy mieć.
Wieczny niedosyt.
Pytam siebie: czy jestem szczęśliwa?
Nie.
Nie jestem szczęśliwa mimo tego, że studiuję na wymarzonym kierunku, mam świetnego faceta, szybki samochód, dużo przyjaciół i życie pełne niespodzianek. Nie jestem szczęśliwa od kiedy Ana wkroczyła w moje życie.
Tego nie zrozumie ten kto nie miał z Nią do czynienia. Nie należę do żadnej sekty, nie jestem wyznawczynią żadnej chorej religii, NIE. Po prostu pewnego dnia stwierdziłam, że źle się czuję we własnej skórze a jako osoba, która nie boi się wyzwań podjęłam walkę.
Walka z własnymi słabościami.
Zaczęło się bardzo niewinnie, zdrowy styl życia. Dużo warzyw, owoców i litry wody mineralnej. Takie odświeżanie organizmu wprowadzane co jakiś czas w mój jadłospis.
Wszystko zaczęło się w 6 klasie podstawówki, kiedy to małe dziewczynki rzucają w kąt lalki i chcą być kobietkami. Dieta, ćwiczenia, młoda byłam i silna. Właściwie to było trendy - odchudzać się. I tak odchudzałam się raz na jakiś czas, wtedy wszystko było jeszcze w granicach zdrowego rozsądku - jednak zawsze wracało, z coraz większą siłą.
Rok temu nastąpił przełom gdy waga pokazała przerażającą liczbę 63kg.
W ciągu miesiąca waga spadła do 53 kg.
Mój organizm był praktycznie na wyczerpaniu, zjadałam 150-300kcal pamiętam momenty kiedy mój żołądek odmawiał przyjmowanie jakiegokolwiek posiłku. Zjedzenie małego jogurtu było nie lada wysiłkiem, jednak wysiłek ten był potrzebny po to by przetrwać kolejny dzień. Zachorowałam. Niczego innego nie można się było spodziewać przy obniżonej odporności organizmu spowodowanej nie dostarczaniem organizmowi potrzebnych składników odżywczych. Oczywiście choroba nie byłaby straszna gdyby nie fakt, że miało to miejsce miesiąc przed maturą. Pomału wracałam do normalnego żywienia, a mimo to waga utrzymywała się.
Potem wakacje, dużo alkoholu, dużo imprez, masa niezdrowego żarcia.
Październik - przełom w moim życiu, przejście z tego beztroskiego etapu bycia głupim nastolatkiem do świata gdzie wymagano ode mnie podejmowania poważnych decyzji, pełnej odpowiedzialności za to co robię i dużo sił i wytrwałości w nauce. Do lutego praktycznie nie myślałam o niczym innym niż o tym by przejść pierwszy semestr. Udało się.
Potem pojawił się ON. Całkowicie zdominował mnie i moje życie. I tak żyłabym pewnie dalej w beztrosce, z uśpioną Ana w sercu gdyby nie pewne słowa, które usłyszałam pewnego dnia: kobieta musi być perfekcyjna.
Serce zabiło szybciej... i teraz rozum walczy z Jej siłą, a lodówka wydaje się być straszliwym potworem...
|
|
|
Posted by PusteSlowa on 2008-03-14 07:50:00 | Rating: n/a | Views: 35
|